Podniósł głowę instynktownie, wsłuchał się w modulowaną artystycznie pieśń i westchnął po kilkakrotnie... Korzystając ze zwróconej ogólnie uwagi na mający się rozpocząć wkrótce popis koncertowy, Dzierżymirski znużony schronił się był tutaj. Myśli dłużej go przytrzymały.

Wreszcie w maju roku bieżącego zrabowano Folkstone-Court, przyczem został zabity służący, który pierwszy dostrzegł zamaskowanego złodzieja. Mógłbym ręczyć, że był nim Stapleton, który w ten sposób zasilał swe fundusze. Mieliśmy dowód jego bezczelności w tem, że podał moje nazwisko dorożkarzowi. Zrozumiał wtedy, go śledzę i że nie będzie mógł spełnić swych zamiarów w Londynie.

Służąca wprowadziła go natychmiast do saloniku, zaledwie jednak wszedł tam, roztworzyły się już zamaszyście boczne drzwi komnatki i w ramie ich ukazał się mężczyzna rosły, blondyn; łysawy i dość otyły, o siwiejącym, z polska podkręconym, wąsie.

Niechże go nazad rozgrzeszony zdejmie! Pozwól. *Julia.* Jak z książki całujesz, pielgrzymie. *Marta.* Panienko, jejmość pani matka prosi. *Romeo.* Któż jest jej matką? *Marta.* Jej matką? Bajbardzo! Nikt inny, jeno pani tego domu; I dobra pani, mądra a cnotliwa. Ja byłam mamką tej, coś z nią pan mówił. Smaczny by kąsek miał, ktoby złowił. *Romeo.* Julia Kapulet! O, dolo zbyt sroga!

Pani z przestrogi rada, Już do małżeństwa skora, Nie boi się upiora; Bo w myśli swej układa, Nigdy w żadnej potrzebie Nie wołać go do siebie; I z tych układów rada, Jak wpadła, tak wypada. Bieży prosto do domu, Nic nie mówiąc nikomu, Bieży przez łąki, przez gaje, I bieży, i staje, I staje, i myśli, i słucha, Zda się, że ktoś goni I że coś szepce do niej.

Biały anioł się schyla nad niewiary jeńcem I, całując go w czoło, przytłumionym głosem Szepcze: „To także od Niej!”... Z nagłym rumieńcem Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!

Ale można też stracić głowę, bo taki nie daruje i gardło poderznie każdemu, kto policyę na jego trop wsadzi. Cóż to za jeden? Nazywa się Seldon. Wpakowano go do więzienia za morderstwo w Notting-Hill. Pamiętałem dobrze sprawę, bo Holmes interesował się nią, z powodu niezwykłego okrucieństwa mordercy.

Gdy spodziewano się gości, Kundel obcinał paznogcie u lewej ręki i usiłował zaprowadzić porządek we włosach. Był to rozkaz ojca, rozkaz wypowiedziany dobitnie, urywanym suchym głosem. Głos ten oddziaływał na chłopca przynajmniej drobiazgowo i pozornie. Stary ma fajgle, trzeba go nabrać! A „nabieraniatego, więcej aniżeli zwykłej zuchwałości bała się szczególniej matka.

Tylko, tak jak absynt, pobudza łaknienie. Łaknienie za czem? Za miłością? Za miłością Zaleskiej? Nie kochałem i nie kocham nic w tej chwili. Za szczęściem? Nie potrafię go odczuć i zrozumieć. Za bogactwem? Nie wiem, na co bym go użyć miał. Łaknę życia; czem jest i gdzie jest niewiem.

Najlepszem więc zdało mu się udać spokój i siąść do stołu a zamiaru zaraz po obiedzie dokonać. Dyrektor wstał, twarz do zwykłego wyrazu ułożył, rewolwer schował i wyszedł do jadalnego. Dzieci pocałowały go w rękę i zaczęły gwałtownie wspinać się na swe krzesełka.