Czy szedł ku śpiącej w ogień i burzę, „Pomiędzy róże, pomiędzy róże? „Czy przegiął białą w znak?” „Tak szepcze pani tak”. „A czyli widział ciebie, jak w mroku „Z dłonią na piersi, ze zgrozą w okuKlęczałaś, zgięta w łuk?” „Widział i on i Bóg!” Porwał się rycerz ze swej łożnicy: „Uchyl, śnie złoty, złotej przyłbicy! „Jam jest! Poznajesz mnie?” „Nie inny byłeś w śnie!”

Dąbrowski? zawołali Tak, tak, on jenerał; Byłem w obozie gdy on Gdańsk Niemcom odbierał Miał coś pisać, bojąc się ażeby nie zasnął, Zażył, kichnął, dwakroć mię po ramieniu klasnął; Księże Robaku mówił, Księże Bernardynie, Obaczymy się w Litwie może nim rok minie, Powiedz Litwinom niech mnie czekają s tabaką Częstochowską, niebiorę innéj tylko taką.

Już zwykła przemija pora: Nie widać z dziecięciem sługi. Nie może on przyjść stroną, Musi zaczekać troszeczkę, Bo właśnie teraz pan z żoną Poszli przechadzką nad rzeczkę. Wrócił się, czekał zdaleka, Za gęstym usiadłszy krzakiem; Lecz próżno czeka i czeka, Nikt nie powracał tym szlakiem.

Starzec ucisza, podnosi rękę: „Słuchajcie, dzieci, zawoła, Powiem od kogo mam piosenkę, Może on był z tego sioła. „Kiedym wędrując przez kraje cudze, Królewiec zwiedził przechodem, Wtenczas przypłynął z Litwy na strudze Pasterz jakiś z tych stron rodem; „Smutny był bardzo, ale przyczyny Smutku nie mówił nikomu. Odbił się potem od swej drużyny I nie powrócił do domu.

I w blasków powodzi, na szczycie kolumny jaśniała zarówno teraz wdzięcznie odrzeźbiona sylweta pięknego, młodego jeszcze mężczyzny. Królując nad wszystkiem dokoła, niepokalanie biały, stał on i patrzył zamyślony! Na ustach z kamienia błąkać się zdawał dyskretny uśmiech zwycięskiej ironii...

Tadeusz na którego niespodzianie spadał Grom taki, wstał zmieszany, chwilę nic niegadał, Lecz patrzył na rywala coraz straszniéj, srożéj... W tém wielkiem szczęściem dwakroć kichnął Podkomorzy, «Wiwat» krzyknęli wszyscy; on się wszystkim skłonił, I zwolna w tabakierę palcami zadzwonił: Tabakiera ze złota, z brylantów oprawa, A wśrodku jéj był portret króla Stanisława.

A moralność? a etyka? To własność nie twoja, to zguba czyjaś tylko, ty powinieneś pieniądz ten zwrócić, zwrócić, zwrócić!.. jak rój owadów nagle zabrzmiały w uszach mężczyzny jakieś szepty i głosy. Oddać? ha-ha-ha!.. A to dlaczego? ciekawym? zadrwił rozsądek zimny natychmiast. "On prend son bien, ou on le trouve." Znalazłeś to twoje!

*Monteki.* Nieraz o świcie już go tam widziano Łzami poranną mnożącego rosę, A chmury swego oblicza chmurami. Aliści, ledwo na najdalszym wschodzie Wesołe słońce z przed łoża Aurory Zaczęło ściągać cienistą kotarę, On, uciekając od widoku światła, Co tchu zamykał się w swoim pokoju, Zasłaniał okna przed jasnym dnia blaskiem I sztuczną sobie ciemnicę utwarzał.

Tu przerwał dudarz i szukał okiem, Dostając listek z papierka, Lecz już nie była między natłokiem Ta, której szukał, pasterka. Zdaleka tylko poznał sukienkę, Bo w chustce skryła twarz boską; Jakiś młodzieniec wiódł pod rękę, Już ich nie widać za wioską. Przybiegła zgraja gdzie starzec siedział: „Co to jest?” wszyscy pytają. On nic nie wiedział, może i wiedział, Ale nie mówił przed zgrają.

Podobnoś nie zdążyli nieboracy ususzyć go, umleć, upiec i spożyć..... Widywaliśmy bowiem w on czas na przednówku, nawet po ulicach Krakowa, chłopów z Galicyi konających z wiązką perzu w zanadrzu a niekiedy nawet niedojedzoną w ostach zsiniałych!