I starczyło w ślad za tem jednej chwili, by w głowie Dzierżymirskiego powstał plan gotowy. Cieszy mnie niewymownie, że los pozwala mi stać się tu zwrócił się, z uśmiechem, ku pani Orlęckiej Aniołem Stróżem tego domu... Dziś zaraz zatelegrafuję do panów z komitetu nowego banku o kandydaturze pana wskazał nieznacznie Orlęckiego ruchem głowy.

W tej samej chwili dwie jakieś postacie, zbliżone do siebie, zamajaczyły poza taflą jednego z okien hotelowych, i dwie głowy, dotykając się wzajemnie, zapatrzyły się we wdzięczny krajobraz laguny i morza, zamglonych chwilowo półświatłem, oraz cieniami księżyca.

Stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik Z ramion, swój szal powiewny, czerwony jak krwawnik, I podobna pływaczce, która do kąpieli Zimnéj schyla się, nim się zanurzyć ośmieli, Klęknęła i powoli chyliła się bokiem; Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem, Upadła nań i cała wzdłuż się rospostarła, Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła, Z głową na dół skłoniona; na dole o głowy, Błysnął francuskiéj książki papier welinowy; Nad alabastrowemi stronicami księgi, Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.

Dziwny aforyzm przychodzi mi do głowy! odezwał się Ładyżyński, w parę minut później. Bardzo, ciekawam, co tam znowu przychodzi panu do głowy?.. zaśmiała się staruszka.

Te głowy dziewczęce, pochylone, bogate w masy ciemnych lub jasnych warkoczy, te plecy giętkie, proste, impertynenckie, zwartym murem otaczające Heldinga, przedstawiały się w jej oczach jak mur silny, straszny, wznoszący się nagle pomiędzy nią i jej kochankiem.

Wysadził się przed kusym, o tyle, o palec. Wiedziałem że spudłuje, szarak gracz nielada, Czchał niby prosto w pole, za nim psów gromada; Gracz szarak! skoro poczuł wszystkie charty w kupie Pstręk na prawo, koziołka, z nim w prawo psy głupie, A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy, Psy za nim fajt na lewo, on w las, a mój Kusy Cap!!» Tak krzycząc Pan Rejent na stół pochylony, S palcami swemi zabiegł do drugiéj strony, I «CapTadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem; Tadeusz i sąsiadka tym głosu wybuchem Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy, Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy: Jako wierzchołki drzewa powiązane społem Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły, I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły.

Zdarłby mu czaszkę z mózgów jak kapelusz z głowy, Gdy Assessor z Rejentem wyskoczyli z boków, A Gerwazy biegł s przodu o jakie sto kroków, Z nim Robak, choć bez strzelby i trzej w jednéj chwili Jak gdyby na komendę razem wystrzelili.

Dzierżymirski zdjął kapelusz z głowy, pod wpływem zaś myśli ostatnich, opiekuńczo i czule objął silnem ramieniem kibić żony. Postępowali krokiem raźnym, idąc pustemi, cichemi uliczkami bezustannie pod górę.

Teraz jednak żałuję, że nie przyjąłem zaprosin Stapletona, który do mnie pisał nad wieczorem. Gdybym był poszedł, spędziłbym wieczór weselej. Nie wątpię o tem rzekł Holmes. Ale, prawda, zapomniałem panu powiedzieć, żeśmy go już opłakali. Byliśmy pewni, że to pan umarł. Sir Henryk spojrzał na niego ze zdziwieniem. Ten biedak był ubrany od stóp do głowy w pańską odzież.

Pojedynek ten wiele narobił hałasu; Pieśni o nim śpiewano za owego czasu. Ja byłem sekundantem; jak się wszystko działo, Opowiem od początku historję całą. Nim Wojski zaczął mówić, Gerwazy spór zgodził; On niedźwiedzia z uwagą do koła obchodził, Nareszcie dobył tasak, rościął pysk na dwoje, I w tylcu głowy, mózgu roskroiwszy słoje, Znalazł kulę, wydobył, suknią ochędożył.