Vietnam or Thailand ? Vote for the TOP Country of the Week !

Zaktualizowano: 11 stycznia 2026


Mówimy śpiewający, bo łatwiej przy śpiewie Mówić o tem, co było, a czego się nie wie... Psy, poległe nad potokiem, Poglądały ludzkim wzrokiem., I wzrok ludzki był w gwiazdach i w tem ślepem drzewie. A zasię w naszych oczach były gwiezdne znaki, I nie mogliśmy poznać, gdzie ludzie, gdzie maki Wszystko wokół było gwiezdne I odlotne i odjezdne, Gromadzące się w białe nad ziemią orszaki.

Zdawało się, że sam aromat męskości, zapach dymu tytoniowego, dowcip kawalerski mógł dać impuls tej zaognionej kobiecości do rozpustnego dzieworództwa. I właściwie wszystkie jej skargi na męża, na służbę, jej troski o dzieci były tylko kapryszeniem i dąsaniem się nie zaspokojonej płodności, dalszym ciągiem tej opryskliwej, gniewnej i płaczliwej kokieterii, którą nadaremnie doświadczała męża.

Na płaskim, wygrążonym kamieniu, który zapewne służył przedhistorycznemu człowiekowi za łoże, była kołdra, zawinięta w pled, na ziemi pozostał jeszcze popiół od zagaszonego ogniska, obok były rondelki i blaszana konewka z wodą, w drugim rogu dostrzegłem butelkę z ginem . Pośrodku był płaski kamień, w rodzaju stołu; leżało na nim zawiniątko to samo zapewne, które przez teleskop widziałem na plecach chłopaka.

A rybacy owi spostrzegłszy Szamana przybiegli ku niemu mówiąc: Królu nasz! opuściłeś nas dla ludzi obcych i smutni jesteśmy nie widząc ciebie między nami. Zostań przez te noc a zastawiémy wieczerzę i pościelemy ci łoże w łodzi. Usiadł więc Szaman na ziemi a kobiety i dzieci rybaków otoczyły go i zadawały mu różne pytania na które Szaman odpowiadał z uśmiechem, bo były błahe.

Biblioteka była dziełem samego dyrektora, który w początkach swego dyrektorstwa dość żywo pamiętał o hasłach młodzieńczych. Obejmując swoje obowiązki, wymógł na kompanii kapitalistów, że dali na bibliotekę salę i zgodzili się z rocznego obrotu pewną sumę na zakup książek wyznaczać. Bibliotece tej z zapałem założonej początkowo nieźle się wiodło; były książki, byli i czytelnicy.

I wyciągały główki przez miéjsce gdzie były oczy ludzkie, i pełna była płaczącéj troski kość spiącego człowieka. A wziąwszy rozgniewany Anhelli, rzucił o ziemię mówiąc: precz kościele zhańbiony. A płomień z ziemi wyszedłszy stanął przed nim w kształcie jakoby ludzkim, i w ubraniu Biskupiém z infułę i z krzyżem na głowie, a wszystko ogniste.

Bardzo mnie pan zaciekawia. Jeszcze jedno pytanie. Czy furtka była zamknięta? Zamknięta na klucz i zaryglowana. Jak jest wysoka? Ma około 4-ch stóp. A więc można łatwo przesadzić? Tak. A jakie ślady znalazłeś pan przy furtce? Żadnych, któreby mogły zwrócić uwagę. Czyżeś pan nie oglądał ziemi dokoła? I owszem, oglądałem. I nie dostrzegłeś pan żadnych śladów? Były bardzo niewyraźne.

Potem była już nagle noc wielka noc, rosnąca jeszcze podmuchami wiatru, które rozszerzały. W jej wielokrotnym labiryncie wyłupane były gniazda jasne: sklepy wielkie, kolorowe latarnie, pełne spiętrzonego towaru i zgiełku kupujących. Przez jasne szyby tych latani można było śledzić zgiełkliwy i pełen dziwacznego ceremoniału obrzęd zakupów jesiennych.

Teraz dopiero, z bliska, mógł ojciec obserwować całą lichotę tej zubożałej generacji, całą śmieszność jej tandetnej anatomii. Były to ogromne wiechcie piór, wypchane byle jak starym ścierwem. U wielu nie można było wyróżnić głowy, gdyż pałkowata ta część ciała nie nosiła żadnych znamion duszy. Niektóre pokryte były kudłatą, zlepioną sierścią, jak żubry, i śmierdziały wstrętnie.

To, o czym tu mówić będziemy, działo się tedy w owym trzynastym, nadliczbowym i niejako fałszywym miesiącu tego roku, na tych kilkunastu pustych kartkach wielkiej kroniki kalendarza. Ranki były podówczas dziwnie cierpkie i orzeźwiające.

Słowo Dnia

wykazem

Inni Szukają