Nie opowiedziała i nie opowie bo, oto on wyjeżdża jutro i ma jej właśnie to powiedzieć za chwilę, skoro tylko tamta z po za zasłony śpiewać przestanie. Doszedł już do tego stopnia osłabienia i rozdrażnienia, że nie lubi i nie umie mówić, gdy kto śpiewa. Tymczasem Minuśka nalewa sobie kieliszek koniaku.

Pan niechaj do pałacu wraca, I wyśpi się, bo jutro będzie wielka praca; Pan spać lubi, już późno, drugi kur już pieje; Ja tu będę pilnować zamku rozdnieje, A ze słoneczkiem stanę w Dobrzyńskim zaścianku.

Poliński ogromnie lubi udawać człeka przemyślnego a znawcę dusz ludzkich ale tu zdaje mi się, że się pomylił i puścił tylko głupią plotkę. Jak tam z panną, nic wiem: ani mię to obchodzi, ani znam dostatecznie, abym wiedział, jak się u niej słabość sercowa objawia, choć taki spacerek do Café-Riche kobiety zakochanej wcale nie zdradza. Ale Turskiego to Poliński znów wcale nie zna.

Wstąpiła pewnie do kościoła w adwent lubi przecież tam chodzić wieczorem odrzekła matka. Jeszcze się zaziębi. Bóg od złego uchroni!... Nastało milczenie. Tylko Nabuchodonozor podciągał noskiem, bo cierpiał katar okropny. Nagle drzwi się otwarły z trzaskiem. We drzwiach stanęła... Żabusia. Cała była jeszcze różowa, w oczach grały dogasające namiętne blaski.

A tak lubi władać, By jego poseł, jak Krywejty goniec, Książąt podwyższał, albo zmuszał spadać! O! czas, że temu położymy koniec; Czas, że po sobie jeździć nie dozwolim!