Nie wiem, czy za dużo mam zmysłów, czy za wiele w duszy pożądań, ale jabym skorzystał z każdej szczeliny, aby się ze złotej klatki szczęścia choć na ból i cierpienie wydostać. Tam gdzie inni oddychają, ja zaraz się duszę. Było tak już przecież. Mogę się więc, tak jak teraz, pocieszać cudzem szczęściem. Tylko, że ta pociecha jest tak gorzka, jak dobry absynt, staje się nawet przyjemną.

Górne pokoje wysprzątano i wynajęto pewnej telefonistce. Z całego ptasiego gospodarstwa pozostał nam jedyny egzemplarz, wypchany kondor, stojący na półce w salonie. W chłodnym półmroku zamkniętych firanek stał on tam, jak za życia, na jednej nodze, w pozie buddyjskiego mędrca, a gorzka jego, wyschła twarz ascety skamieniała w wyraz ostatecznej obojętności i abnegacji.

W tych dniach ponurych, beznadziejnych i nic już nie pragnących było mu gorzką radością, gdy mógł w tęsknocie swojej zatopić się tak niepodzielnie, że nie rozniecały się w nim nawet wyobraźnia i zdolność poety, ta chęć twórcza, by o łzach swych mówić tak, jak nikt inny.

Więc nie wołaj po imieniu Tej, co z Tobą nigdy razem Już nie będzie lecz w milczeniu Pójdź do grobu siądź nad głazem! Tam wspominaj gorżką dolę Życia mego zatrutego! I nabożnie moje bole Złóż w pamięci serca Twego! Gdzie cisza? Roma, November 1840. Tak więc ciągle z burz na burze Wśród błyskawic po otchłani Bez wytchnięcia, bez przystani się wreszcie w głąb zanurzę!