Znudzone jednostajnością rautów, panienki przyjmują projekt z entuzyazmem, obierają dzień i miejsce i dziś zeszły się wszystkie u księżnej, z zamiarem wprowadzenia swych zamysłów w czyn, z okrutną energią istot, które nie wiedzą nawet, czy serce boleć może naprawdę i czy łzy, które palą.

Namby się zdawało właściwiej zadanie wydziału tak podzielić i oznaczyć: 1. Jak wyżywić głodnych przez zimę i przednowek ? Jak zaopatrzyć podupadłych rolników w obsiew wiosenny? Jak przyjść w pomoc ziemianom, którym ani żywności nie brak, ani siewnego ziarna, a którzy w skutek nieurodzaju przecie prowadzić dalej gospodarstwa większego dobrze nie w stanie?

U nas kraj bogaty ale biedne gospodarstwo i nie rolne tylko: biedne domowe, rolne, rękodzielne, handlowe; biedne i społeczne! Te tedy zasilmy, a usuniemy powód nędzy ludzi! Niezbadane wyroki niebios!

Od czasu, jak tu przybył na ratunek i piąte przez dziesiąte zdołał rozpytać się o początek i przebieg pożaru, myśl jedna i ta sama dręczyła go bezustannie: gdzie Topolski i Ola?.. Że nic złego im się nie stało wiedział... Co robią zatem sami tak długo?..

*Romeo.* Jeżeliś ty kwiatem, to moje trzewiki w kwitnącym stanie. *Merkucio.* Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip, ażeby, skoro ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój dowcip mógł tam po prostu figurować. *Romeo.* O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro pełna prostoty, z powodu swego prostactwa! *Merkucio.* Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech tracą.

gdzieś dłonie mi chętne i usta korale, Co od głów się przesuną w pieszczocie ochoczej do stóp, których niema! Niech wóz się potoczy Na przełaj tam, gdzie właśnie ode mnie zdaleka Ktokolwiek, zwierz lub robak, na miłość czeka!”

Jak z różańca Kalifów.” Muzułmanie używają wczasie modłów różańca, który u znakomitych osób s kosztownych bywa kamieni. „Rubin i granaty.” Granatowe i morwowe drzewa, czerwieniejące się roskosznym owocem, pospolite na całym brzegu południowym Krymu. XIII. „Padyszah.” tytuł Sułtana Tureckiego. XIV. „Salhiry Dziewice.” Salhir, rzeka w Krymie, wypływa s podnóża Czatyrdahu.

Hrabia widział w nich obraz Elizejskich cieni. Które chociaż boleściom, troskom niedostępne, Błąkają się spokojne, ciche, lecz posępne. Któżby zgadnął że owi, tak mało ruchomi, Owi milczący ludzie, nasi znajomi?

Ze szczytu wytryskują krużganku krawędzie, Oparte na drewnianym licznych kolumn rzędzie; Kolumny, co jest wielkie architektów dziwo, Trwałe, chociaż wpół zgniłe, i stawione krzywo Jaków wieży Pizańskiej, nie podług modelów Greckich, bo bez podstaw i bez kapitelów. Nad kolumnami biegą wpółokrągłe łuki, Także z drzewa, gotyckiéj naśladowstwo sztuki.

Lecz francuzka uderzeniem pięści w stół, przerywa wybuchy radości miłych chłopczyków. Taisez vous tas des salauds! I nagle, sięgając do bocznej kieszeni sukni, wydobywa dość duży rewolwer, którego otwory pozaklejane umiejętnie kulkami z chleba. Na! mówi, kładąc rewolwer na stole j'espère, que vous allez vous tenir tranquilles... autrement je tire!...